Hermiona obudziła się cała mokra. Koszmary były już stałością w jej życiu. Ten był wyjątkowo straszny. Nie dość, że śmierć Rona to jeszcze ten okropny Marcus Flint. Tchórz jest po stronie zakonu, bo boi się Lucjusza, a teraz jeszcze próbuje poderwać Hermionę. Dziewczyna poczłapała spokojnie do łazienki. Jej ciało było całe mokre z potu, który został spowodowany snem. Na chwilę przystanęła przed ogromnym lustrem. Ujrzała tam bladą, wychudzoną dziewczynę z podkrążonymi oczami, których źrenice już dawno straciły swój blask. "Tak nie może być."- pomyślała. "Jest wojna. Ktoś musi pokazać, że mimo wszystko da się żyć." Nie czekając dłużej wpadła pod prysznic. Chwilę później owinięta w miękki ręcznik wysuszyła się za pomocą różdżki i delikatnie pomalowała. Z szafy wyjęła czarne spodnie i miętowy sweterek. Z uśmiechem poszła na śniadanie. Po drodze mijała wielu ludzi, którzy zdziwieni uśmiechali się do niej. W kuchni połączonej z jadalnią przekąsiła tosta i udała się do Lupina. Nie zamienili wielu zdań, bo mężczyzna wybierał się na jakieś spotkanie. Tego dnia miała tylko porozmawiać z jakimś nowym więźniem na temat tego, gdzie się znajduje, co go czeka. Miała jeszcze chwilkę czasu, więc wybrała się na błonia, by przemyśleć swoją przemianę.
Zimno. Obudził się w dziwnym lochu. O dziwo nie spał na podłodze. Obrazy poprzedniego wieczoru przeleciały mimochodem przez jego głowę. Dwaj mężczyźni od dawna należący do Zakonu Feniksa jednym ruchem chwycili go i zaciągnęli do podziemi Hogwartu. Usłyszał tylko ciche "Jesteś teraz więźniem Białej Armii, rano ktoś się z tobą skontaktuje." Draco rozejrzał się po pomieszczeniu. Musiał przyznać, że Lupin dbał nawet o jeńców. Małe, wygodne łóżko, stoliczek ze śniadaniem, woda i sok dyniowy. Dopiero teraz poczuł dokuczliwe pragnienie. Wypił cała zawartość dzbanka i rozbił szklankę o kamienną ścianę. W tej samej chwili dostrzegł tuż przy samej podłodze napis wygrawerowany magią. Szlama...
Hermiona zrobiła to, gdy pierwszy raz ją tak nazwał. Poczuł niemiłe ukucie w okolicach serca.Nie chciał jej krzywdzić. To chłodne zasady ojca zmusiły go do takiego zachowania. Od długiego czasu coś do niej czuł, a wyzwiska pomagały mu żyć bez niej. Ale czy na pewno tak samemu? Nie widziała go, a jednak on śledził każdy jej ruch. Znał ją na pamięć. Szybko odwrócił wzrok od feralnego napisu. Nie zdążył już nic zrobić, bo w drzwiach stanęła śliczna dziewczyna.
-Draco Malfoy?- przeczytała jego kartę. Pobłądziła po tekście jeszcze kilka razy. Nie dowierzała, że został złapany. Mimo wszystko poczuła żal, że musi przebywać w lochach. Szybko jednak odgoniła od siebie te myśli i spojrzała na zmarnowanego chłopaka. Ten wpatrywał się w nią jak w obrazek.
-G-g-granger?- zdołał wyjąkać.
-Nie, Merlin w kobiecym sweterku- warknęła na niego i usiadła przy stoliczku.- Dobra, Malfoy, przejdźmy do rzeczy. Wiesz co się z tobą stało?
-Taa, Lupin mnie pojmał, jestem więźniem.- nie zamierzał zgrywać bohatera. Wiedział, że jest na skończonej pozycji i tylko współpraca mu pomoże.
-No właśnie. Dziś mam z tobą chwilę poprzebywać i oprowadzić po zamku.- Draco słysząc to zrobił wielkie oczy.
-Przecież jestem więźniem- wybitnie zauważył blondyn.
-Co z tego? Z zamku i tak nie może wydostać się nikt nieupoważniony. Dlaczego masz być traktowany jak szczur?- uśmiechnęła się niepewnie. Smirk był jeszcze piękniejszy od tego z czasów szkoły.
-Granger? Mogę o coś zapytać?- teraz albo nigdy.
-Jasne.
-Możemy zapomnieć o latach szkoły? Wojna mnie zmieniła.- dziewczyna słysząc to spojrzała na niego niepewnie.
-Może kiedyś Malfoy. Na razie nie mogę ci ufać. Mimo wszystko jesteś więźniem, a ja wykonuję moje obowiązki. Skąd mam mieć pewność, że w nocy nie poderżniesz mi gardła zaraz po tym jak życzyłeś mi spokojnej nocy?- to mówiąc opuściła pomieszczenie by zabrać z swojego pokoju różdżkę. Draco obserwował znikającą za ścianą kobietę. Gdy tylko usłyszał ciche trzaśnięcie drzwiami uderzył z całej siły w kamienną ścianę. "A czego się spodziewałeś idioto? Ona nic nie pamięta!"- skarcił go głosik mieszkający w jego głowie. Wiedział jedno. Nigdy się nie podda.
Nagle na stoliku pojawiła się wiadomość.
Przyjdź do mojej komnaty, jest zaraz obok Grubej Damy.
Usiadła na miękkiej sofie i wznieciła ogień w kominku. Musiała dokładnie przemyśleć swoje uczucia. Nie wiedziała dlaczego, ale na widok tego blondyna czuła ciepło w okolicach serca, a gdy poprosił o zapomnienie szkoły miała ochotę się zgodzić. Nie zrobiła tego tylko z powodu dziwnego odczucia, że ma coś wspólnego z tym mężczyzną. Jej przemyślenia przerwało pukanie do drzwi. Chwilę później w pokoju pojawił się Draco.
-Dobra Malfoy. Muszę opowiedzieć ci co i jak i nie przerywaj.- chłopak kiwnął lekko głową i usiadł w wskazanym fotelu. Ciekawiło go co się teraz z nim stanie.
-Tutaj masz mapkę całego zamku. Jak widzisz wprowadziliśmy wiele zmian. Wszystkie tajne wejścia zostały zlikwidowane, a z Hogwartu mogą wyjść tylko ci upoważnieni. Nie będziesz się na razie widywał z Lupinem, a ja jestem kimś w rodzaju jego pośredniczki. Jak dotąd współpracujesz z nami, więc dajemy ci wolny wybór. Możesz przejść na stronę Zakonu, albo nadal być śmierciożercą, tyle, że nie będziesz mógł poruszać się po zamku i zostaniesz prawdziwym jeńcem. Poza ty...
-Zostanę w Zakonie- nastała grobowa cisza. Draco nawet nie myślał nad tym, co mówi. Musiał. Musiał być przy niej. Czuł potrzebę chronienia jej i wspierania. Od dawna planował ucieczkę od ojca, a po dłuższym zastanowieniu wolał działać przeciw niemu. Rozluźnił się i czekał na ruch Hermiony. Wcale nie zdziwiło go, kiedy wdarła się do jego umysłu. Nie mógł się jednak przygotować na falę cierpienia, jaka toważyszyła wszystkim wspomnieniom. W głąb wspomnień schował tylko sytuację mającą miejsce zaraz po bitwie. Po kolei oglądała wszystkie okropne sytuacje. Podczas chwili śmierci matki dziewczyna rozpłakała się. Na samym końcu natrafiła na jego myśli o przejściu do Zakonu. Wiedziała, że człowiek, który przeżył taki koszmar nie może w tej chwili kłamać.
-Wierzę ci- wyszeptała i powoli wycofała się z jego głowy. Dopiero teraz odczuł łzy spływające po jego policzkach spowodowane crucio ojca. Dziewczyna tylko wybiegła z pokoju rzucając krótkie-Poczekaj tutaj.- i już jej nie było.
Malfoy dopiero teraz mógł przyjrzeć się pokojowi. Skrzywił się na widok wspólnych zdjęć z Ronem. "Będę walczył"- pomyślał. Przecież jest Draconem Malfoy' em.
Hermiona kierowała się do kwater Lupina. Musieli jak najszybciej przydzielić Dracona do Zakonu, by nie mógł zmienić zdania. Posiadał wiele informacji, których nie mogli stracić. Drogę zagrodził jej przyjaciel- Harry. Był blady i od razu wiedział, że coś się stało.
-Ron nie żyje- wyszeptał.
Tym razem to nie był sen...
Witam!
Przepraszam, przepraszam, przepraszam!
Natłok zajęć i sprawy prywatne nie pozwoliły mi na dodanie rozdziału szybciej.
Dziękuję Adriannie Wołtosz za słowa krytyki, które zachęciły mnie do działania. ;*
Pozdrawiam,
~Ignis