piątek, 13 czerwca 2014

Kochasz ją...


Przepraszam!!!!!!!
Nawet nie chcę wspominać, ile mnie nie było bo jest mi okropnie wstyd. 
Oceny, szkoła i ludzie  doprowadzają mnie do szału. 
Na na prawdę okropnie się wstydzę, że tak dawno tu nie zaglądałam. 
Mimo wszystko rozdział jest.
Kródki i na prawdę mi się nie podoba, ale jest.


Zapraszam :)


 Ignis







  Ciemność.

  Tym razem panowała w jej sercu. Leżała na ogromnym łożu i modliła się o koniec. Wojna zabrała już wiele dusz, ale Hermiona za żadne skarby nie potrafiła pogodzić się z utratą Rona.
Czy go kochała?
   Owszem, ale nie była to miłość jaką obdarza się drugą połówkę. To uczucie było bardziej przyjacielskie. Zwykła potrzeba ciepła drugiej osoby. Każdy chciał mieć przy sobie kogoś, kto przytuli, pocieszy. Ona także. Ronald Wesley był jej podporą, skałą i osłoną. Potrafił sprawić, że nawet najmroczniejszy dzień stawał się jasny.
A teraz została sama...
Jej ciche łkanie zostało przerwane przez pukanie do drzwi.

  Szedł korytarzem jego dawnej szkoły. Poprzedniego wieczoru Draco rozmawiał z Lupinem. Nie obyło się bez veritaserum i oklumencji, ale teraz były profesor miał co do niego pewność. Ku zdziwieniu Malfoy' a , profesor uwierzył mu od razu. Tak właściwie to wyżej wymienione zabiego były tylko formalnością. Chłopak mógł się przeprowadzić do dormitorium znajdującym się naprzeciw kwatery panny Granger. Po drodze spotkał wielu dawnych kolegów, którzy nie szczędzili mu obelg typu "oszust", "szpieg" lub "wynocha zdrajco". Oczywiście Malfoy wysłuchał tego w swej obojętnej masce, ale gdzieś głęboko zabolało go to. Jedyną pozytywną myślą był fakt, że pewna brązowowłosa gryfonka wie o jego szczerości.
  Wpadł do nowego "domu", który był urządzony tak samo jak pokoje Hermiony, tylko, że w zielono-czarnych barwach. Meble wykonano z ciemnego drewna. Rzucił karton z kilkoma ubraniami i udał się do Granger. Od tego dnia miał mieć z nią coś w rodzaju "zajęć" przygotowujących go do życia w zakonie.
   Zapukał do drzwi. Otworzyła mu zmarnowana, zapłakana dziewczyna. Na początku chciał zapytać o właścicielkę kwatery, lecz po chwili zrozumiał, że to ona. Bez słowa wpuściła go do środka.
- Mów Granger, co jest?- w końcu przerwał krępującą ciszę.
- Ron nie żyje- wyszeptała bez uczucia.
   Nawet głupiec wiedziałby w tym momencie, że dziewczyna tylko udaje spokój. Odwróciła się w stronę okna i cicho załkała. Draco, który nienawidził, kiedy kobiety płakały poszedł do niej.
- Koniec mazgajstwa, Granger! Ubieraj bluzę.- dziewczyna spojrzała na niego jak na idiotę.
- To, że jesteś po naszej stronie, nie znaczy że będę gdziekolwiek z tobą chodzić- mimo tych słów bardzo chciała iść z blondynem. Jakaś cząstka jej potrzebowała jego bliskości, Uczucie to, było nieokreślone, ale wzięło nad nią górę.
- Dobra, daj mi sekundę- wyrzuciła z siebie i wypadła z pokoju.Draco uśmiechnął się. Po chwili wróciła w świeżych spodniach i bluzie.
- Szykuje się miły dzień- pomyślał.

-Gdzie ty mnie ciągniesz?!- wrzeszczała idąc dwa metry za blondynem. Kierowali się do Zakazanego Lasu, a Draco nadal nie chciał zdradzić swojego planu.
-Gdzie jest granica ziemi zakonu?- w końcu odezwał się Malfoy.
-Gdzieś w połowie lasu- powiedziała zirytowana gryfonka.
Po chwili, gdy znaleźli się między drzewami, blondyn nagle wyciągnął różdżkę i zaczął pozbywać się ich nadmiaru.
-Malfoy! Nie możesz tak, po prostu kosić lasu!- znowu wydarła się dziewczyna.
Chłopak zdawał się nie przejmować jej uwagami. Hermiona wściekła zmrużyła oczy. Nagle coś stanęło jej na drodze, przeszkoda ta była miękka i ładnie pachniała.
- Już się poprzytulałaś, Granger?
 Głos przeszkody wyrwał ją z  rozmyślań. Oderwała się od Dracona i zawstydzona spojrzała po polanie, stali na jej środku. Malfoy zagwizdał głośno i po chwili przed nimi wylądował...hipogryf! Hermiona cofnęła się i spojrzała po swoim towarzyszu. Ten ukłonił się, zaczekał, aż zwierzę uczyni to samo i pogłaskał stwora po głowie.
-No dalej Ventus*, przywitaj się.
 Ventus wydawał się zadowolony z obecności blondyna. Podszedł do jego koleżanki. Ta w obawie przed zwierzęciem ukłoniła się. Ventus także to uczynił i szturchnął nową przyjaciółkę w ramię.
-Myślałem, że boisz się hipogryfów- wyszeptały zdumiona. Draco podszedł do niej.
- Było tak, ale mój ojciec stwierdził, że stać mnie na więcej, więc kupił mi Ventusa żebym, jak to nazwał " w końcu stał się mężczyzną"- prychnął.- Na początku byłem wściekły, ale teraz jest dla mnie przyjacielem- mówiąc to poklepał go po dziobie.- Chcesz trochę  polatać?- zapytał po chwili.
  Hermiona wybałuszyła na niego oczy. Po chwili stwierdziła, że nie ma nic do stracenia, więc usiadła na hipogryfie.
- Trzymaj się mocno- ostrzegł ją blondyn, po czym klepnął zwierze, które wybiło się w powietrze.
- Zabiję cię- krzyknęła, ale było już za późno.
    Leciała wysoko, nad Lasem. Wiatr przyjemnie uderzał w jej twarz, rozwiewają włosy. Hermiona wtuliła dłonie w miękkie pióra Ventusa. Wiatr uderzał w jej ciało ze zdwojoną siłą. Czuła, że z każdym powiewem wylatują z niej wszelkie troski. Zimno zdawało się zamrażać jej uczucia. Emocje. Hipogryf zdawał się wyczuć, iż dziewczyna się rozluźniła, bo gwałtownie przyspieszył. Granger pisnęła cicho, ale po chwili znów jej serce czuło wolność.

 Podziwianie świata na wysokości chmur zajęło jej dłuższą chwilę. Nagle drzewa zrobiły się coraz większe. Dostrzegła blondyna, który niepewnie jej pomachał. Uśmiechnęła się. Kto by pomyślał, że to ten chłopak pomoże jej pozbierać się po stracie Rona. Ventus wylądował z gracją na ziemi.
Po zejściu z jego grzbietu usłyszała głos właściciela.
- Nie dziękuj- powiedział i odszedł w stronę z której przyszli.
Hermiona dogoniła go dopiero na obrzeżach lasu.

- Mimo wszystko, dziękuję- przerwała panującą między nimi ciszę. Blondyn tylko spojrzał na nią nieznacznie. Dalszą drogę przebyli w grobowym milczeniu. Cisza ta jednak sprawiała im przyjemność. Oboje czuli zadowolenie ze swojej obecności i ona im wystarczała. Gdy znaleźli się pod drzwiami, Hermiona trzymając rękę na klamce i uśmiechnęła się do Draco.
- Powiedzmy, że do obiadu masz czas wolny. Muszę uporządkować kilka spraw...- powiedziała i zniknęła w swoich komnatach.
Blondyn już odchodził, gdy usłyszał za sobą głos Lupina.
- Draco, musimy porozmawiać.
- Jasne- mruknął i udał się za nim do gabinetu.
- Wybacz, ale muszę się upewnić w pewnej kwestii, więc nie masz nic przeciwko oklumencji?- uśmiechnął się do młodzieńca.
  Draco skinął głową i wygodnie rozsiadł się w fotelu. Po chwili poczuł mrowienie w głowie.
 Profesor chciał jak najszybciej znaleźć odpowiedź na męczące go pytanie. Zalezału mu na szczęściu chłopca. Delikatnie wtargnął w jego wspomnienia i przeglądał je tylko chwilę. Nie musiał przedłużać tego męczącego zajęcia, bo po chwili znalazł to, czego szukał.
- A jednak...- wyszeptał Lupin.
- Coś nie tak?- Draco zesztywniał i przyjrzał się uważnie byłemu nauczycielowi.
- Draconie, dziecko...- Remus spojrzał z troską na młodego Malfoy'a.- Ty ją kochasz...  



*Ventus- łac. wiatr