Potok słów huczał w jej głowie. Nigdy nikt nie namieszał jej tak w myślach. Ok, zaufała Malfoy' owi , na początku tylko z powodu Zakonu, ale z czasem zauważyła w nim wiele pozytywnych zmian. Pomógł jej wyjść z dołka i dobrze się czuła w jego towarzystwie, ale od pewnego czasu nachodziły ją dziwne sny. Były to właściwie tylko jakieś urywki. Strach, gruz, biegła gdzieś, płakała. Nagle zjawiał się on, mówił coś, chyba próbował ją pocałować, ale później była już tylko mgłą. Hermiona budziła się wtedy zalana potem, łapiąc o oddech. Te sny były tak realistyczne...
Czuła, jakby jakaś cząstka niej chciała coś sobie przypomnieć. Jakby te urywki coś dla niej znaczyły.
Codziennie rano miała uczucie pustki, choćby coś wypadło jej z głowy.
Często sobie tłumaczyła, że po prostu zapomniała książki w kuchni, lub zabrać jakiś eliksir. Mimo wszystko ciągle łapała się na myśleniu o tych snach. Karciła się wtedy.
Musiała przyznać, że te urywki były wspaniałe... Tylko, że ona nie mogła myśleć o blondynie w ten sposób.
Nie mogła pozwolić by uczucia towarzyszące jej w snach stały się prawdziwe. Ale ona napierały na nią z całej siły. Oddanie, pożądanie i... miłość. To od pewnego czasu były dla niej zakazane słowa, które nie mogły ujrzeć światła dziennego.
Dlatego uciekła z salonu. Nie mogła go więcej słuchać. Wszystko to było tak bardzo... No właśnie. Nie potrafiła tego określić. Bała się, że przez to, co słyszy, będzie jeszcze więcej myślała o tych cholernych snach. Co więcej, chciałaby, żeby one się spełniły.
Nagle Hermiona zorientowała się, że Draco czeka na odpowiedź. Powoli zmieniła pozycję na siedzącą i drżącym głosem powiedziała coś, czego na prawdę nie chciała.
-Jasne- wyszeptała. Malfoy spiął się jeszcze bardziej i podszedł do okna.
-Cokolwiek usłyszysz, obiecaj, że dasz mi skończyć- powiedział pewnym głosem. Hermiona spojrzała na niego i kiwnęła niepewnie głową.- Jest coś, co powinienem ci już dawno powiedzieć. Nie chciałem tego robić i pewnie nigdy by do tego nie doszło, gdyby nie rozmowa z Lupinem.
Nie wiem jak się to stało, ale jeszcze przed wojną, w szóstej klasie zacząłem patrzeć na ciebie... inaczej. Ty chyba zresztą też. Spotkaliśmy się parę razy w pustym korytarzu, krótka wymiana zdań i tyle. Później Snape posadził nas w jednej ławce i zagroził, że jak się nie dogadamy to oboje dostaniemy szlaban do końca roku. Zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się,że mimo różnicy zdań, dobrze się nam gadało. Kilka razy spotkaliśmy się w bibliotece, raz na wieży astronomicznej. Wtedy opowiadałem ci o ojcu i po raz pierwszy mnie przytuliłaś. Wtedy odepchnąłem cie i zniknąłem. Doszło do mnie, że przez niecałe siedem lat nienawidziłem cię i brzydziłem się tobą. Następnego dnia powiedziałem ci, że nie zadaję się ze szlamami i już więcej nie rozmawialiśmy. W wakacje spędzałem czas z ojcem, który wpajał mi czystość krwi. Chciałem cię znowu znienawidzić. Nie wróciłaś do Hogwartu, co chyba nikogo nie zdziwiło. Cieszyłem się, że nie muszę cię oglądać. Tak było łatwiej, ale kiedy Bellatrix torturowała cię na moich oczach coś we mnie pękło. Miałem ochotę ją zabić.- na to wspomnienie Draco odwrócił się w stronę okna i zacisnął pięści.- wtedy postanowiłem, że muszę coś zrobić. Na chwilę wyszedłem stamtąd i wezwałem zgregka. Nadal nie wiem jak udało mi się to zrobić. Oczywiście udawałem, że o niczym nie wiem i przyglądałem się jak uciekacie. Ta nieopisana ulga była nagrodą.- uśmiechnął się- potem podczas bitwy połączyłem się z Zakonem. Żaden śmierciożerca nawet tego nie zauważył. Gdy było już po wszystkim wiedziałem, że mam mało czasu. Jeśli chciałem żyć, musiałem odejść wraz z ojcem, który od dawna planował zastąpienie Czarnego Pana. Znalazłem cię i wiedziałem, co muszę zrobić. Po raz pierwszy pocałowałem cię i uświadomiłem sobie, że cię kocham. Chwyciłem różdżkę i usunąłem ci wszystkie wspomnienia, które zagrażały by tobie. Ojciec dobrze wiedział, że go nie popieram, a nie chciałem, żeby miał możliwość szantażowania mnie twoją śmiercią.
Wiem, że jestem draniem, wybacz.
Po tych słowach Draco odetchnął z ulgą ulgą. Powiedział to i mimo wszytko czuł się lepiej. Przynajmniej już jej nie okłąmywał. Nie wiedział, czego ma się spodziewać, więc niepewnie spojżał na Hermionę.
- Jeśli pozwolisz, to przywrócę ci wspomnienia- dopowiedział.
Jej mina była kamienna. Wypowiedziała tylko dwa słowa, które zniszczyły całe szczęście.
-Wynoś się- wyszeptała.
___________________________
Jak myślicie, Hermiona wybaczy Draco? :)
Dzisiaj krótko, bo chciałam umieścić w tym rozdziale jedynie tłumaczenia Draco i trochę wyjaśnić zachowanie Hermiony. :)
Zaraz zabieram się za następny rozdział :)
Już nieodwołalnie- Avis :D
Trafiłam na twojego bloga właśnie przez stronkę Dramione [PL] :)
OdpowiedzUsuńTwój blog jest bardzo ciekawy i wiedzę, że masz talent do pisania :) Twoja historia jest orginalna i bardzo mi się spodobała :) Będę ją regularnie czytać :) Zapraszam również do nas http://draco-and-hermiona-dramione-story.blogspot.com/ :) Pozdrawiam/ Malfoyowa
Cieszę się, ze znów ktoś nowy tutaj dotarł :D
UsuńNa waszego bloga już wpadłam i skomentowałam ;)
Pozdrawiam,
Avis
Szloch, szloch.... dlaczego Miona tak powiedziała? Och. No dobrze.
OdpowiedzUsuńZaczarowałaś mnie. Przez cały czas latały mi motyle w brzuchu... i Draco był naturalny, w tym jego monologu powiedziała wszystko tak prosto bez żadnych wymysłów. Podobało mi się to....
BARDZO.
Cóż jeszcze? CHCĘ WIĘCEJ! PISZ DALEJ, PROSZĘ CIĘ.
:)
na-skraju-wolnosci.blogspot.com
Super! Przeczytałam wszystkie rozdziały i są naprawdę świetne <3
OdpowiedzUsuńCzekam na next ;)
Pozdrawiam i weny
P.S Zapraszam do mnie http://przeznaczenie-znajdzie-sobie-droge.blogspot.com/
NOMINUJĘ CIĘ DO LIEBSTER AWARD!
OdpowiedzUsuń:D
na-skraju-wolnosci.blogspot.com
Niech wybaczy! Niech wybaczy! Niech wybaczy!
OdpowiedzUsuń