Potok słów huczał w jej głowie. Nigdy nikt nie namieszał jej tak w myślach. Ok, zaufała Malfoy' owi , na początku tylko z powodu Zakonu, ale z czasem zauważyła w nim wiele pozytywnych zmian. Pomógł jej wyjść z dołka i dobrze się czuła w jego towarzystwie, ale od pewnego czasu nachodziły ją dziwne sny. Były to właściwie tylko jakieś urywki. Strach, gruz, biegła gdzieś, płakała. Nagle zjawiał się on, mówił coś, chyba próbował ją pocałować, ale później była już tylko mgłą. Hermiona budziła się wtedy zalana potem, łapiąc o oddech. Te sny były tak realistyczne...
Czuła, jakby jakaś cząstka niej chciała coś sobie przypomnieć. Jakby te urywki coś dla niej znaczyły.
Codziennie rano miała uczucie pustki, choćby coś wypadło jej z głowy.
Często sobie tłumaczyła, że po prostu zapomniała książki w kuchni, lub zabrać jakiś eliksir. Mimo wszystko ciągle łapała się na myśleniu o tych snach. Karciła się wtedy.
Musiała przyznać, że te urywki były wspaniałe... Tylko, że ona nie mogła myśleć o blondynie w ten sposób.
Nie mogła pozwolić by uczucia towarzyszące jej w snach stały się prawdziwe. Ale ona napierały na nią z całej siły. Oddanie, pożądanie i... miłość. To od pewnego czasu były dla niej zakazane słowa, które nie mogły ujrzeć światła dziennego.
Dlatego uciekła z salonu. Nie mogła go więcej słuchać. Wszystko to było tak bardzo... No właśnie. Nie potrafiła tego określić. Bała się, że przez to, co słyszy, będzie jeszcze więcej myślała o tych cholernych snach. Co więcej, chciałaby, żeby one się spełniły.
Nagle Hermiona zorientowała się, że Draco czeka na odpowiedź. Powoli zmieniła pozycję na siedzącą i drżącym głosem powiedziała coś, czego na prawdę nie chciała.
-Jasne- wyszeptała. Malfoy spiął się jeszcze bardziej i podszedł do okna.
-Cokolwiek usłyszysz, obiecaj, że dasz mi skończyć- powiedział pewnym głosem. Hermiona spojrzała na niego i kiwnęła niepewnie głową.- Jest coś, co powinienem ci już dawno powiedzieć. Nie chciałem tego robić i pewnie nigdy by do tego nie doszło, gdyby nie rozmowa z Lupinem.
Nie wiem jak się to stało, ale jeszcze przed wojną, w szóstej klasie zacząłem patrzeć na ciebie... inaczej. Ty chyba zresztą też. Spotkaliśmy się parę razy w pustym korytarzu, krótka wymiana zdań i tyle. Później Snape posadził nas w jednej ławce i zagroził, że jak się nie dogadamy to oboje dostaniemy szlaban do końca roku. Zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się,że mimo różnicy zdań, dobrze się nam gadało. Kilka razy spotkaliśmy się w bibliotece, raz na wieży astronomicznej. Wtedy opowiadałem ci o ojcu i po raz pierwszy mnie przytuliłaś. Wtedy odepchnąłem cie i zniknąłem. Doszło do mnie, że przez niecałe siedem lat nienawidziłem cię i brzydziłem się tobą. Następnego dnia powiedziałem ci, że nie zadaję się ze szlamami i już więcej nie rozmawialiśmy. W wakacje spędzałem czas z ojcem, który wpajał mi czystość krwi. Chciałem cię znowu znienawidzić. Nie wróciłaś do Hogwartu, co chyba nikogo nie zdziwiło. Cieszyłem się, że nie muszę cię oglądać. Tak było łatwiej, ale kiedy Bellatrix torturowała cię na moich oczach coś we mnie pękło. Miałem ochotę ją zabić.- na to wspomnienie Draco odwrócił się w stronę okna i zacisnął pięści.- wtedy postanowiłem, że muszę coś zrobić. Na chwilę wyszedłem stamtąd i wezwałem zgregka. Nadal nie wiem jak udało mi się to zrobić. Oczywiście udawałem, że o niczym nie wiem i przyglądałem się jak uciekacie. Ta nieopisana ulga była nagrodą.- uśmiechnął się- potem podczas bitwy połączyłem się z Zakonem. Żaden śmierciożerca nawet tego nie zauważył. Gdy było już po wszystkim wiedziałem, że mam mało czasu. Jeśli chciałem żyć, musiałem odejść wraz z ojcem, który od dawna planował zastąpienie Czarnego Pana. Znalazłem cię i wiedziałem, co muszę zrobić. Po raz pierwszy pocałowałem cię i uświadomiłem sobie, że cię kocham. Chwyciłem różdżkę i usunąłem ci wszystkie wspomnienia, które zagrażały by tobie. Ojciec dobrze wiedział, że go nie popieram, a nie chciałem, żeby miał możliwość szantażowania mnie twoją śmiercią.
Wiem, że jestem draniem, wybacz.
Po tych słowach Draco odetchnął z ulgą ulgą. Powiedział to i mimo wszytko czuł się lepiej. Przynajmniej już jej nie okłąmywał. Nie wiedział, czego ma się spodziewać, więc niepewnie spojżał na Hermionę.
- Jeśli pozwolisz, to przywrócę ci wspomnienia- dopowiedział.
Jej mina była kamienna. Wypowiedziała tylko dwa słowa, które zniszczyły całe szczęście.
-Wynoś się- wyszeptała.
___________________________
Jak myślicie, Hermiona wybaczy Draco? :)
Dzisiaj krótko, bo chciałam umieścić w tym rozdziale jedynie tłumaczenia Draco i trochę wyjaśnić zachowanie Hermiony. :)
Zaraz zabieram się za następny rozdział :)
Już nieodwołalnie- Avis :D
Obliviate- czasem nie da się zapomnieć...
środa, 27 sierpnia 2014
wtorek, 1 lipca 2014
Stojąc pod ścianą...
Draco poczuł,że zrobiło mu się słabo. Spojrzał na Remusa zszokowany.
- Ale jak...?- wyjąkał.
- Widzisz chłopcze- rzekł łagodnie Lupin.-Wojna nauczyła mnie wielu rzeczy, a między innymi podczas przeglądania myśli mogę odczuwać emocje. Przypadkowo odkryłem w twojej głowie miłość. Na początku myślałem, że to uczucie wyszło na wierzch z powodu śmierci twojej matki, ale setki obrazów Hermiony spowodowały, że zacząłem w to wątpić. Sprawa ta nie dawała mi spokoju, dlatego tutaj jesteś. Teraz wszystko jasne- zakończył swój monolog.
Draco tępo wpatrywał się w okno, a po chwili dotarł do niego sens słów profesora. Postanowił milczeć i czekać, aż Lupin znów się odezwie. Po chwili tak też się stało.
- Chciałbym ci pomóc, ale widzę tylko jedno wyjście- Draco ożywiony, podniósł wzrok na Remusa.- Musisz przywrócić jej wspomnienia. Nie protestuj- dodał, widząc, że młodzieniec otwiera już usta, by coś powiedzieć- jeśli ją kochasz, nie możesz jej oszukiwać.
Draco wracał do swojego dormitorium pełen wątpliwości. Musiał to zrobić... ale jeszcze nie teraz,potrzebował czasu, choć teraz był już pewien, że za niedługo Hermiona dowie się prawdy.
Wpadł do swoich kwater, zabrał ze stolika różdżkę i powędrował na kolację. Podczas posiłku mało przełknął, bo dręczył go wzrok profesora Lupina, który zerkał wciąż to na niego to na Granger.
W końcu ta katorga skończyła się i mógł powędrować z pewną brązowowłosą gryfonką do jej dormitorium.
-Okej, Draco. Muszę porozmawiać z tobą o twoim ojcu- powiedziała i usiadła na fotelu. Malfoy uczynił to samo i zawzięcie wpatrywał się w ogień.- musisz mi opowiedzieć, jaki był przed wojną i jaki jest teraz. Każda informacja może przydać się zakonowi.
Draco westchnął i przerzucił wzrok na okno.
-Przed wojną był zimny. Nigdy nie traktował mnie, czy matki jak rodzinę. Mogę powiedzieć, że nas hodował. Tak... to dobre określenie. Po pewnym czasie przyzwyczaiłem się, że nie mogę utrzymywać kontaktów z ludźmi nieczystej krwi- tutaj spojrzał na Hermionę- całe dzieciństwo spędziłem na nauce zaklęć, które on mógł wykorzystać. Z matką widywałem się co tydzień.- zacisnął pięści na to wspomnienie- zamykał ją w pokoju, wykorzystywał i pozwalał wychodzić jedynie, gdy musiał gdzieś zgrywać szczęśliwą rodzinkę. Kiedyś powiedziałem mu, że nie będę go słuchał, jeśli nie da mi możliwości posiadania mamy. Nieźle mnie wtedy trzepnął, ale w końcu pozwolił mi spędzać z nią niedziele, gdy sam wtedy chodził na panienki. Moje życie wydawało mi się wtedy piekłem, ale po śmierci Voldemorta było jeszcze gorzej. Już nie musiał nosić tej sztywnej maski arystokraty. Bez skrupułów bił matkę i poniżał ją, aż w końcu...- Draco już nie potrafił pohamować uczuć. Schował twarz w dłonie i odetchnął kilka razy głęboko. Po chwili poczuł, że Hermiona siada obok niego i kładzie delikatnie rękę na jego ramieniu. Już mógł mówić dalej.- zabił ją. Na moich oczach. Wtedy stracił u mnie wszystko. Zrozumiałem jakim śmieciem jestem dla niego i po prostu olałem jego polecenia. Brałem alkohol i teleportowałem się w różne miejsca na całe dnie, aż w końcu trafiłem tutaj. Wiesz, mimo wszystko- uśmiechnął się- teraz czuję się jak w domu. Ktoś mnie tutaj zaakceptował i mogę poczuć się potrzebny i choć panuje wojna, to jestem szczęśliwy. - kończąc w ten sposób swój monolog, spojrzał w brązowe oczy Hermiony.
Dziewczyna nie wiedząc co powiedzieć, wstała i podeszła do małego barku. Po chwili siedzieli na dywanie przed kominkiem, popijając Ognistą.
-To zabawne, Malfoy- przerwała ciszę gryfonka. Wspomniany chłopak spojrzał na nią zaciekawiony. Hermiona zachęcona procentami, które ubywały z jej szklaneczki, kontynuowała.- Mimo całej tej szkolnej krzywdy, czuję się przy tobie swobodnie, jak nigdy.- oboje się uśmiechnęli, wpatrując w ogień.- opowiedz mi coś o sobie- dodała po chwili. Zszokowany ślizgon zerknął na nią z niekrytym zainteresowaniem.
-A co chciałabyś wiedzieć?- uśmiechnął się po chwili.
- No nie wiem. Pierwsza dziewczyna?- podkurczyła nogi i odwróciła się tak, by mogła widzieć twarz Draco. Ten uczynił to samo.
-Pancy Parkinson- burknął pod nosem- a twój chłopak?- szybko dopowiedział, by gryfonka nie ciągnęła dalej nieprzyjemnego tematu.
-Krum- uśmiechnęła się widząc zdziwienie na twarzy chłopaka.- Jakie jest twoje największe marzenie?
-Być zawsze przy osobie, którą kocham...- wyszeptał i dopił do końca zawartość swojej szklanki. Hermiona nie kryła zainteresowania, ale nie pytać.- Gdybyś mógł spędzić cały jeden dzień z wybraną osobą, kto by to był?- zmieniła temat. Draco słysząc te zdanie napiął mięśnie i wziął głęboki oddech.
-Ty.- burknął prawie niedosłyszalnie.- Hermiona zakrztusiła się własną śliną. Nie wiedzieć czemu, ale poczuła przyjemnie ciepło w okolicy swojego serca. Podkurczyła nogi jeszcze bardziej i dolała sobie Ognistej.
-Dlaczego?- zapytała w końcu.
-Tak po prostu. Jesteś pierwszą osobą, która we mnie uwierzyła i przebaczyłaś mi te wszystkie lata.- odpowiedział zdecydowanym tonem, choć to nie było zgodne z prawdą. Mimo wszystko Hermiona poczuła się zawiedziona. Nie oczekiwała żadnej odpowiedzi, ale serce podpowiadało jej, że chciała usłyszeć coś innego.
-Chyba położę się spać.- wyszeptała i skierowała się do sypialni. Draco nie myśląc powędrował za nią i usiadł obok, na miękkim materacu.
-Mogę dzisiaj zostać? Chyba muszę ci coś powiedzieć...
Wróciłam!
Tak, nowy rozdział.
Mam nadzieję, że mimo wszystko akcja nie dzieje się za szybko i prolog to tłumaczy ;)
Pozdrawiam i życzę miłego dnia,
Chaberek :)
piątek, 13 czerwca 2014
Kochasz ją...
Przepraszam!!!!!!!
Nawet nie chcę wspominać, ile mnie nie było bo jest mi okropnie wstyd.
Oceny, szkoła i ludzie doprowadzają mnie do szału.
Na na prawdę okropnie się wstydzę, że tak dawno tu nie zaglądałam.
Mimo wszystko rozdział jest.
Kródki i na prawdę mi się nie podoba, ale jest.
Zapraszam :)
Ignis
Ciemność.
Tym razem panowała w jej sercu. Leżała na ogromnym łożu i modliła się o koniec. Wojna zabrała już wiele dusz, ale Hermiona za żadne skarby nie potrafiła pogodzić się z utratą Rona.
Czy go kochała?
Owszem, ale nie była to miłość jaką obdarza się drugą połówkę. To uczucie było bardziej przyjacielskie. Zwykła potrzeba ciepła drugiej osoby. Każdy chciał mieć przy sobie kogoś, kto przytuli, pocieszy. Ona także. Ronald Wesley był jej podporą, skałą i osłoną. Potrafił sprawić, że nawet najmroczniejszy dzień stawał się jasny.
A teraz została sama...
Jej ciche łkanie zostało przerwane przez pukanie do drzwi.
Szedł korytarzem jego dawnej szkoły. Poprzedniego wieczoru Draco rozmawiał z Lupinem. Nie obyło się bez veritaserum i oklumencji, ale teraz były profesor miał co do niego pewność. Ku zdziwieniu Malfoy' a , profesor uwierzył mu od razu. Tak właściwie to wyżej wymienione zabiego były tylko formalnością. Chłopak mógł się przeprowadzić do dormitorium znajdującym się naprzeciw kwatery panny Granger. Po drodze spotkał wielu dawnych kolegów, którzy nie szczędzili mu obelg typu "oszust", "szpieg" lub "wynocha zdrajco". Oczywiście Malfoy wysłuchał tego w swej obojętnej masce, ale gdzieś głęboko zabolało go to. Jedyną pozytywną myślą był fakt, że pewna brązowowłosa gryfonka wie o jego szczerości.
Wpadł do nowego "domu", który był urządzony tak samo jak pokoje Hermiony, tylko, że w zielono-czarnych barwach. Meble wykonano z ciemnego drewna. Rzucił karton z kilkoma ubraniami i udał się do Granger. Od tego dnia miał mieć z nią coś w rodzaju "zajęć" przygotowujących go do życia w zakonie.
Zapukał do drzwi. Otworzyła mu zmarnowana, zapłakana dziewczyna. Na początku chciał zapytać o właścicielkę kwatery, lecz po chwili zrozumiał, że to ona. Bez słowa wpuściła go do środka.
- Mów Granger, co jest?- w końcu przerwał krępującą ciszę.
- Ron nie żyje- wyszeptała bez uczucia.
Nawet głupiec wiedziałby w tym momencie, że dziewczyna tylko udaje spokój. Odwróciła się w stronę okna i cicho załkała. Draco, który nienawidził, kiedy kobiety płakały poszedł do niej.
- Koniec mazgajstwa, Granger! Ubieraj bluzę.- dziewczyna spojrzała na niego jak na idiotę.
- To, że jesteś po naszej stronie, nie znaczy że będę gdziekolwiek z tobą chodzić- mimo tych słów bardzo chciała iść z blondynem. Jakaś cząstka jej potrzebowała jego bliskości, Uczucie to, było nieokreślone, ale wzięło nad nią górę.
- Dobra, daj mi sekundę- wyrzuciła z siebie i wypadła z pokoju.Draco uśmiechnął się. Po chwili wróciła w świeżych spodniach i bluzie.
- Szykuje się miły dzień- pomyślał.
-Gdzie ty mnie ciągniesz?!- wrzeszczała idąc dwa metry za blondynem. Kierowali się do Zakazanego Lasu, a Draco nadal nie chciał zdradzić swojego planu.
-Gdzie jest granica ziemi zakonu?- w końcu odezwał się Malfoy.
-Gdzieś w połowie lasu- powiedziała zirytowana gryfonka.
Po chwili, gdy znaleźli się między drzewami, blondyn nagle wyciągnął różdżkę i zaczął pozbywać się ich nadmiaru.
-Malfoy! Nie możesz tak, po prostu kosić lasu!- znowu wydarła się dziewczyna.
Chłopak zdawał się nie przejmować jej uwagami. Hermiona wściekła zmrużyła oczy. Nagle coś stanęło jej na drodze, przeszkoda ta była miękka i ładnie pachniała.
- Już się poprzytulałaś, Granger?
Głos przeszkody wyrwał ją z rozmyślań. Oderwała się od Dracona i zawstydzona spojrzała po polanie, stali na jej środku. Malfoy zagwizdał głośno i po chwili przed nimi wylądował...hipogryf! Hermiona cofnęła się i spojrzała po swoim towarzyszu. Ten ukłonił się, zaczekał, aż zwierzę uczyni to samo i pogłaskał stwora po głowie.
-No dalej Ventus*, przywitaj się.
Ventus wydawał się zadowolony z obecności blondyna. Podszedł do jego koleżanki. Ta w obawie przed zwierzęciem ukłoniła się. Ventus także to uczynił i szturchnął nową przyjaciółkę w ramię.
-Myślałem, że boisz się hipogryfów- wyszeptały zdumiona. Draco podszedł do niej.
- Było tak, ale mój ojciec stwierdził, że stać mnie na więcej, więc kupił mi Ventusa żebym, jak to nazwał " w końcu stał się mężczyzną"- prychnął.- Na początku byłem wściekły, ale teraz jest dla mnie przyjacielem- mówiąc to poklepał go po dziobie.- Chcesz trochę polatać?- zapytał po chwili.
Hermiona wybałuszyła na niego oczy. Po chwili stwierdziła, że nie ma nic do stracenia, więc usiadła na hipogryfie.
- Trzymaj się mocno- ostrzegł ją blondyn, po czym klepnął zwierze, które wybiło się w powietrze.
- Zabiję cię- krzyknęła, ale było już za późno.
Leciała wysoko, nad Lasem. Wiatr przyjemnie uderzał w jej twarz, rozwiewają włosy. Hermiona wtuliła dłonie w miękkie pióra Ventusa. Wiatr uderzał w jej ciało ze zdwojoną siłą. Czuła, że z każdym powiewem wylatują z niej wszelkie troski. Zimno zdawało się zamrażać jej uczucia. Emocje. Hipogryf zdawał się wyczuć, iż dziewczyna się rozluźniła, bo gwałtownie przyspieszył. Granger pisnęła cicho, ale po chwili znów jej serce czuło wolność.
Podziwianie świata na wysokości chmur zajęło jej dłuższą chwilę. Nagle drzewa zrobiły się coraz większe. Dostrzegła blondyna, który niepewnie jej pomachał. Uśmiechnęła się. Kto by pomyślał, że to ten chłopak pomoże jej pozbierać się po stracie Rona. Ventus wylądował z gracją na ziemi.
Po zejściu z jego grzbietu usłyszała głos właściciela.
- Nie dziękuj- powiedział i odszedł w stronę z której przyszli.
Hermiona dogoniła go dopiero na obrzeżach lasu.
- Mimo wszystko, dziękuję- przerwała panującą między nimi ciszę. Blondyn tylko spojrzał na nią nieznacznie. Dalszą drogę przebyli w grobowym milczeniu. Cisza ta jednak sprawiała im przyjemność. Oboje czuli zadowolenie ze swojej obecności i ona im wystarczała. Gdy znaleźli się pod drzwiami, Hermiona trzymając rękę na klamce i uśmiechnęła się do Draco.
- Powiedzmy, że do obiadu masz czas wolny. Muszę uporządkować kilka spraw...- powiedziała i zniknęła w swoich komnatach.
Blondyn już odchodził, gdy usłyszał za sobą głos Lupina.
- Draco, musimy porozmawiać.
- Jasne- mruknął i udał się za nim do gabinetu.
- Wybacz, ale muszę się upewnić w pewnej kwestii, więc nie masz nic przeciwko oklumencji?- uśmiechnął się do młodzieńca.
Draco skinął głową i wygodnie rozsiadł się w fotelu. Po chwili poczuł mrowienie w głowie.
Profesor chciał jak najszybciej znaleźć odpowiedź na męczące go pytanie. Zalezału mu na szczęściu chłopca. Delikatnie wtargnął w jego wspomnienia i przeglądał je tylko chwilę. Nie musiał przedłużać tego męczącego zajęcia, bo po chwili znalazł to, czego szukał.
- A jednak...- wyszeptał Lupin.
- Coś nie tak?- Draco zesztywniał i przyjrzał się uważnie byłemu nauczycielowi.
- Draconie, dziecko...- Remus spojrzał z troską na młodego Malfoy'a.- Ty ją kochasz...
*Ventus- łac. wiatr
sobota, 12 kwietnia 2014
Prawdziwe uczucie nigdy nie znika...
Hermiona obudziła się cała mokra. Koszmary były już stałością w jej życiu. Ten był wyjątkowo straszny. Nie dość, że śmierć Rona to jeszcze ten okropny Marcus Flint. Tchórz jest po stronie zakonu, bo boi się Lucjusza, a teraz jeszcze próbuje poderwać Hermionę. Dziewczyna poczłapała spokojnie do łazienki. Jej ciało było całe mokre z potu, który został spowodowany snem. Na chwilę przystanęła przed ogromnym lustrem. Ujrzała tam bladą, wychudzoną dziewczynę z podkrążonymi oczami, których źrenice już dawno straciły swój blask. "Tak nie może być."- pomyślała. "Jest wojna. Ktoś musi pokazać, że mimo wszystko da się żyć." Nie czekając dłużej wpadła pod prysznic. Chwilę później owinięta w miękki ręcznik wysuszyła się za pomocą różdżki i delikatnie pomalowała. Z szafy wyjęła czarne spodnie i miętowy sweterek. Z uśmiechem poszła na śniadanie. Po drodze mijała wielu ludzi, którzy zdziwieni uśmiechali się do niej. W kuchni połączonej z jadalnią przekąsiła tosta i udała się do Lupina. Nie zamienili wielu zdań, bo mężczyzna wybierał się na jakieś spotkanie. Tego dnia miała tylko porozmawiać z jakimś nowym więźniem na temat tego, gdzie się znajduje, co go czeka. Miała jeszcze chwilkę czasu, więc wybrała się na błonia, by przemyśleć swoją przemianę.
Zimno. Obudził się w dziwnym lochu. O dziwo nie spał na podłodze. Obrazy poprzedniego wieczoru przeleciały mimochodem przez jego głowę. Dwaj mężczyźni od dawna należący do Zakonu Feniksa jednym ruchem chwycili go i zaciągnęli do podziemi Hogwartu. Usłyszał tylko ciche "Jesteś teraz więźniem Białej Armii, rano ktoś się z tobą skontaktuje." Draco rozejrzał się po pomieszczeniu. Musiał przyznać, że Lupin dbał nawet o jeńców. Małe, wygodne łóżko, stoliczek ze śniadaniem, woda i sok dyniowy. Dopiero teraz poczuł dokuczliwe pragnienie. Wypił cała zawartość dzbanka i rozbił szklankę o kamienną ścianę. W tej samej chwili dostrzegł tuż przy samej podłodze napis wygrawerowany magią. Szlama...
Hermiona zrobiła to, gdy pierwszy raz ją tak nazwał. Poczuł niemiłe ukucie w okolicach serca.Nie chciał jej krzywdzić. To chłodne zasady ojca zmusiły go do takiego zachowania. Od długiego czasu coś do niej czuł, a wyzwiska pomagały mu żyć bez niej. Ale czy na pewno tak samemu? Nie widziała go, a jednak on śledził każdy jej ruch. Znał ją na pamięć. Szybko odwrócił wzrok od feralnego napisu. Nie zdążył już nic zrobić, bo w drzwiach stanęła śliczna dziewczyna.
-Draco Malfoy?- przeczytała jego kartę. Pobłądziła po tekście jeszcze kilka razy. Nie dowierzała, że został złapany. Mimo wszystko poczuła żal, że musi przebywać w lochach. Szybko jednak odgoniła od siebie te myśli i spojrzała na zmarnowanego chłopaka. Ten wpatrywał się w nią jak w obrazek.
-G-g-granger?- zdołał wyjąkać.
-Nie, Merlin w kobiecym sweterku- warknęła na niego i usiadła przy stoliczku.- Dobra, Malfoy, przejdźmy do rzeczy. Wiesz co się z tobą stało?
-Taa, Lupin mnie pojmał, jestem więźniem.- nie zamierzał zgrywać bohatera. Wiedział, że jest na skończonej pozycji i tylko współpraca mu pomoże.
-No właśnie. Dziś mam z tobą chwilę poprzebywać i oprowadzić po zamku.- Draco słysząc to zrobił wielkie oczy.
-Przecież jestem więźniem- wybitnie zauważył blondyn.
-Co z tego? Z zamku i tak nie może wydostać się nikt nieupoważniony. Dlaczego masz być traktowany jak szczur?- uśmiechnęła się niepewnie. Smirk był jeszcze piękniejszy od tego z czasów szkoły.
-Granger? Mogę o coś zapytać?- teraz albo nigdy.
-Jasne.
-Możemy zapomnieć o latach szkoły? Wojna mnie zmieniła.- dziewczyna słysząc to spojrzała na niego niepewnie.
-Może kiedyś Malfoy. Na razie nie mogę ci ufać. Mimo wszystko jesteś więźniem, a ja wykonuję moje obowiązki. Skąd mam mieć pewność, że w nocy nie poderżniesz mi gardła zaraz po tym jak życzyłeś mi spokojnej nocy?- to mówiąc opuściła pomieszczenie by zabrać z swojego pokoju różdżkę. Draco obserwował znikającą za ścianą kobietę. Gdy tylko usłyszał ciche trzaśnięcie drzwiami uderzył z całej siły w kamienną ścianę. "A czego się spodziewałeś idioto? Ona nic nie pamięta!"- skarcił go głosik mieszkający w jego głowie. Wiedział jedno. Nigdy się nie podda.
Nagle na stoliku pojawiła się wiadomość.
Przyjdź do mojej komnaty, jest zaraz obok Grubej Damy.
Usiadła na miękkiej sofie i wznieciła ogień w kominku. Musiała dokładnie przemyśleć swoje uczucia. Nie wiedziała dlaczego, ale na widok tego blondyna czuła ciepło w okolicach serca, a gdy poprosił o zapomnienie szkoły miała ochotę się zgodzić. Nie zrobiła tego tylko z powodu dziwnego odczucia, że ma coś wspólnego z tym mężczyzną. Jej przemyślenia przerwało pukanie do drzwi. Chwilę później w pokoju pojawił się Draco.
-Dobra Malfoy. Muszę opowiedzieć ci co i jak i nie przerywaj.- chłopak kiwnął lekko głową i usiadł w wskazanym fotelu. Ciekawiło go co się teraz z nim stanie.
-Tutaj masz mapkę całego zamku. Jak widzisz wprowadziliśmy wiele zmian. Wszystkie tajne wejścia zostały zlikwidowane, a z Hogwartu mogą wyjść tylko ci upoważnieni. Nie będziesz się na razie widywał z Lupinem, a ja jestem kimś w rodzaju jego pośredniczki. Jak dotąd współpracujesz z nami, więc dajemy ci wolny wybór. Możesz przejść na stronę Zakonu, albo nadal być śmierciożercą, tyle, że nie będziesz mógł poruszać się po zamku i zostaniesz prawdziwym jeńcem. Poza ty...
-Zostanę w Zakonie- nastała grobowa cisza. Draco nawet nie myślał nad tym, co mówi. Musiał. Musiał być przy niej. Czuł potrzebę chronienia jej i wspierania. Od dawna planował ucieczkę od ojca, a po dłuższym zastanowieniu wolał działać przeciw niemu. Rozluźnił się i czekał na ruch Hermiony. Wcale nie zdziwiło go, kiedy wdarła się do jego umysłu. Nie mógł się jednak przygotować na falę cierpienia, jaka toważyszyła wszystkim wspomnieniom. W głąb wspomnień schował tylko sytuację mającą miejsce zaraz po bitwie. Po kolei oglądała wszystkie okropne sytuacje. Podczas chwili śmierci matki dziewczyna rozpłakała się. Na samym końcu natrafiła na jego myśli o przejściu do Zakonu. Wiedziała, że człowiek, który przeżył taki koszmar nie może w tej chwili kłamać.
-Wierzę ci- wyszeptała i powoli wycofała się z jego głowy. Dopiero teraz odczuł łzy spływające po jego policzkach spowodowane crucio ojca. Dziewczyna tylko wybiegła z pokoju rzucając krótkie-Poczekaj tutaj.- i już jej nie było.
Malfoy dopiero teraz mógł przyjrzeć się pokojowi. Skrzywił się na widok wspólnych zdjęć z Ronem. "Będę walczył"- pomyślał. Przecież jest Draconem Malfoy' em.
Hermiona kierowała się do kwater Lupina. Musieli jak najszybciej przydzielić Dracona do Zakonu, by nie mógł zmienić zdania. Posiadał wiele informacji, których nie mogli stracić. Drogę zagrodził jej przyjaciel- Harry. Był blady i od razu wiedział, że coś się stało.
-Ron nie żyje- wyszeptał.
Tym razem to nie był sen...
Witam!
Przepraszam, przepraszam, przepraszam!
Natłok zajęć i sprawy prywatne nie pozwoliły mi na dodanie rozdziału szybciej.
Dziękuję Adriannie Wołtosz za słowa krytyki, które zachęciły mnie do działania. ;*
Pozdrawiam,
~Ignis
Zimno. Obudził się w dziwnym lochu. O dziwo nie spał na podłodze. Obrazy poprzedniego wieczoru przeleciały mimochodem przez jego głowę. Dwaj mężczyźni od dawna należący do Zakonu Feniksa jednym ruchem chwycili go i zaciągnęli do podziemi Hogwartu. Usłyszał tylko ciche "Jesteś teraz więźniem Białej Armii, rano ktoś się z tobą skontaktuje." Draco rozejrzał się po pomieszczeniu. Musiał przyznać, że Lupin dbał nawet o jeńców. Małe, wygodne łóżko, stoliczek ze śniadaniem, woda i sok dyniowy. Dopiero teraz poczuł dokuczliwe pragnienie. Wypił cała zawartość dzbanka i rozbił szklankę o kamienną ścianę. W tej samej chwili dostrzegł tuż przy samej podłodze napis wygrawerowany magią. Szlama...
Hermiona zrobiła to, gdy pierwszy raz ją tak nazwał. Poczuł niemiłe ukucie w okolicach serca.Nie chciał jej krzywdzić. To chłodne zasady ojca zmusiły go do takiego zachowania. Od długiego czasu coś do niej czuł, a wyzwiska pomagały mu żyć bez niej. Ale czy na pewno tak samemu? Nie widziała go, a jednak on śledził każdy jej ruch. Znał ją na pamięć. Szybko odwrócił wzrok od feralnego napisu. Nie zdążył już nic zrobić, bo w drzwiach stanęła śliczna dziewczyna.
-Draco Malfoy?- przeczytała jego kartę. Pobłądziła po tekście jeszcze kilka razy. Nie dowierzała, że został złapany. Mimo wszystko poczuła żal, że musi przebywać w lochach. Szybko jednak odgoniła od siebie te myśli i spojrzała na zmarnowanego chłopaka. Ten wpatrywał się w nią jak w obrazek.
-G-g-granger?- zdołał wyjąkać.
-Nie, Merlin w kobiecym sweterku- warknęła na niego i usiadła przy stoliczku.- Dobra, Malfoy, przejdźmy do rzeczy. Wiesz co się z tobą stało?
-Taa, Lupin mnie pojmał, jestem więźniem.- nie zamierzał zgrywać bohatera. Wiedział, że jest na skończonej pozycji i tylko współpraca mu pomoże.
-No właśnie. Dziś mam z tobą chwilę poprzebywać i oprowadzić po zamku.- Draco słysząc to zrobił wielkie oczy.
-Przecież jestem więźniem- wybitnie zauważył blondyn.
-Co z tego? Z zamku i tak nie może wydostać się nikt nieupoważniony. Dlaczego masz być traktowany jak szczur?- uśmiechnęła się niepewnie. Smirk był jeszcze piękniejszy od tego z czasów szkoły.
-Granger? Mogę o coś zapytać?- teraz albo nigdy.
-Jasne.
-Możemy zapomnieć o latach szkoły? Wojna mnie zmieniła.- dziewczyna słysząc to spojrzała na niego niepewnie.
-Może kiedyś Malfoy. Na razie nie mogę ci ufać. Mimo wszystko jesteś więźniem, a ja wykonuję moje obowiązki. Skąd mam mieć pewność, że w nocy nie poderżniesz mi gardła zaraz po tym jak życzyłeś mi spokojnej nocy?- to mówiąc opuściła pomieszczenie by zabrać z swojego pokoju różdżkę. Draco obserwował znikającą za ścianą kobietę. Gdy tylko usłyszał ciche trzaśnięcie drzwiami uderzył z całej siły w kamienną ścianę. "A czego się spodziewałeś idioto? Ona nic nie pamięta!"- skarcił go głosik mieszkający w jego głowie. Wiedział jedno. Nigdy się nie podda.
Nagle na stoliku pojawiła się wiadomość.
Przyjdź do mojej komnaty, jest zaraz obok Grubej Damy.
Usiadła na miękkiej sofie i wznieciła ogień w kominku. Musiała dokładnie przemyśleć swoje uczucia. Nie wiedziała dlaczego, ale na widok tego blondyna czuła ciepło w okolicach serca, a gdy poprosił o zapomnienie szkoły miała ochotę się zgodzić. Nie zrobiła tego tylko z powodu dziwnego odczucia, że ma coś wspólnego z tym mężczyzną. Jej przemyślenia przerwało pukanie do drzwi. Chwilę później w pokoju pojawił się Draco.
-Dobra Malfoy. Muszę opowiedzieć ci co i jak i nie przerywaj.- chłopak kiwnął lekko głową i usiadł w wskazanym fotelu. Ciekawiło go co się teraz z nim stanie.
-Tutaj masz mapkę całego zamku. Jak widzisz wprowadziliśmy wiele zmian. Wszystkie tajne wejścia zostały zlikwidowane, a z Hogwartu mogą wyjść tylko ci upoważnieni. Nie będziesz się na razie widywał z Lupinem, a ja jestem kimś w rodzaju jego pośredniczki. Jak dotąd współpracujesz z nami, więc dajemy ci wolny wybór. Możesz przejść na stronę Zakonu, albo nadal być śmierciożercą, tyle, że nie będziesz mógł poruszać się po zamku i zostaniesz prawdziwym jeńcem. Poza ty...
-Zostanę w Zakonie- nastała grobowa cisza. Draco nawet nie myślał nad tym, co mówi. Musiał. Musiał być przy niej. Czuł potrzebę chronienia jej i wspierania. Od dawna planował ucieczkę od ojca, a po dłuższym zastanowieniu wolał działać przeciw niemu. Rozluźnił się i czekał na ruch Hermiony. Wcale nie zdziwiło go, kiedy wdarła się do jego umysłu. Nie mógł się jednak przygotować na falę cierpienia, jaka toważyszyła wszystkim wspomnieniom. W głąb wspomnień schował tylko sytuację mającą miejsce zaraz po bitwie. Po kolei oglądała wszystkie okropne sytuacje. Podczas chwili śmierci matki dziewczyna rozpłakała się. Na samym końcu natrafiła na jego myśli o przejściu do Zakonu. Wiedziała, że człowiek, który przeżył taki koszmar nie może w tej chwili kłamać.
-Wierzę ci- wyszeptała i powoli wycofała się z jego głowy. Dopiero teraz odczuł łzy spływające po jego policzkach spowodowane crucio ojca. Dziewczyna tylko wybiegła z pokoju rzucając krótkie-Poczekaj tutaj.- i już jej nie było.
Malfoy dopiero teraz mógł przyjrzeć się pokojowi. Skrzywił się na widok wspólnych zdjęć z Ronem. "Będę walczył"- pomyślał. Przecież jest Draconem Malfoy' em.
Hermiona kierowała się do kwater Lupina. Musieli jak najszybciej przydzielić Dracona do Zakonu, by nie mógł zmienić zdania. Posiadał wiele informacji, których nie mogli stracić. Drogę zagrodził jej przyjaciel- Harry. Był blady i od razu wiedział, że coś się stało.
-Ron nie żyje- wyszeptał.
Tym razem to nie był sen...
Witam!
Przepraszam, przepraszam, przepraszam!
Natłok zajęć i sprawy prywatne nie pozwoliły mi na dodanie rozdziału szybciej.
Dziękuję Adriannie Wołtosz za słowa krytyki, które zachęciły mnie do działania. ;*
Pozdrawiam,
~Ignis
poniedziałek, 31 marca 2014
Czasy (nie)spokoju
W pomieszczeniu unosił się zapach zgnilizny, a w stojącym na przeciw brunetki kociołku leniwie bulgotała ciecz przypominająca bagno. Od bitwy o Hogwart minął rok. Przez pierwsze pięć miesięcy wszyscy czarodzieje cieszyli się wolnością i zwycięstwem. Niestety szybko rozeszły się wieści o Panie Mroku, którym okazał się być Lucjusz Malfoy. Nikt nie spodziewał się, że ten arystokrata może okazać się żyjącym w cieniu Voldemorta wybitnym czarodziejem. Od tego czasu rozpoczęły się czasy grozy. Coraz częściej słyszano o mordach w Fortecy Mroku. Hermiona właśnie przygotowywała eliksir dla Lupina, który teraz dowodził zakonem. Był wspaniałym strategiem, mówcą, mądrym człowiekiem i troskliwie opiekował się wszystkimi członkami Zakonu.
Hogwart stał się ich siedzibą i domem. W lochach trzymano złapanych śmierciożerców, lecz teraz były puste. Większość sal zamieniła się w pokoje. Hermiona też taki dostała. Znajdował się blisko Wieży Gryffindoru, gdzie teraz znajdowały się dormitoria generałów i sala obrad. W wielkiej sali urządzono szpital pękający od natłoku rannych. Biblioteka była pełna planów i map. Salon ślizgonów zamienił się w kwatery Snape' a. Pozostali opiekunowie domów także zamieszkali w pokojach wspólnych. tylko Minerwa zajmowała byłe kwatery Dumbledore' a. Skrzydło szpitalne pełniło funkcję składzika na medyczne przyrządy, które zebrał Lupin. Hagrid nadal mieszkał w domku, ale nie mógł sobie pozwalać na zajmowanie się zwierzętami. Codziennie wraz z stadem centaurów patrolował mury szkoły, a w nocy zajmowały się tym akromantule.
Skrzaty zostały wysłane do Rumuni by tam bezpiecznie opiekować się smokami. Sale do obrony przed czarną magią i transmutacji pełniły rolę sal szkoleniowych.
Zakon Feniksa zamienił się w silną jednostkę. Był podzielony na oddziały, które posiadały swoich generałów. Wszyscy nauczycielowie, większość pracowników ministerstwa, ale i zwykli czarodziejowie dołączyli do potocznie zwanej Białej Armii. Niestety Legiony Mroku rosły na sile, przez co każdy zasypiał z obawą czy się obudzi. Niestety wojna zebrała też swoje żniwa.
Teraz Hermiona zajmowała się głównie eliksirami, pod czujnym okiem podwójnego agenta- Severusa. Pełniła także rolę "psychologa". Często musiała rozmawiać z ludźmi widzącymi śmierć przyjaciół lub przeżywający spotkania z dementorami. Do tego nie miała pojęcia co dzieję się z jej rodzicami, nie mówiąc już o poświęceniu Rona. Czasem nawet tydzień go nie widziała, był pochłonięty zadaniami Zakonu.
Gdyby nie obecność Nietoperza-Tłuste-Włosy-Snape'a już dawno by płakała. Zawzięcie mieszała gęstą maź, by po chwili przelać ją do buteleczek i zanieść do Lupina. Jego sypialnia była mała i cała w zdjęciach Tonks i Tedda. Niestety nie mogli razem mieszkać, ponieważ mały potrzebował stałej opieki medycznej. Jako dziecko wilkołaka i metamorfomaga miało słabą odporność. Remus stał przy oknie zawzięcie coś notując.
-Hermiona! - rozpromienił się na widok dziewczyny. Z ulgą wypił eliksir i znów coś pisał. Dziewczyna nie chcąc mu przeszkadzać wycofała się do swoich sypialni. Pierwszy pokój pełnił rolę salonu wyposażonego w kominek, sofę, fotele, biurko pod ścianą i biblioteczkę. Drzwi na lewo prowadziły do sypialni z ogromnym łożem, a dalej do łazienki. Z ulgą upadła na łóżko, gdy ktoś chwycił ją od tyłu i zatkał usta dłonią. Chciała krzyczeć, ale poczuła znajome, mokre pocałunki na szyi.
-Ron! Wróciłeś!- rzuciła się chłopakowi na szyję.
-Tak, ale na chwilę. Zaraz jadę na pokątną.
-Dlaczego ty mi to znów robisz?- Hermiona nic nie mówiąc pobiegła do łazienki. Upadła na posadzkę i znów płakała. Na pokątnej zdażały się największe ataki, a Ron już kilka razy prawie zginął.
W końcu wzięła się w garść. Kochała go. Wytrzyma.
-Zawiodłem się na tobie Draco.- młody Malfoy szedł uliczką Hogsmeade z butelką Ognistej lekko się zataczając i przedrzeźniał swojego ojca.- jestem twoim panem. Jak mogłeś mi się nie pokłonić? Jestem oburzony!- przez chwilę wydawało mu się, że znów stoi przed tym tyranem.- ojjj przystojniaku.. Za dużo wypiłeś- mruknął i usiadł na ławce przed miodowym królestwem. Zaczął rozmyślać o swoim ojcu.
Forteca Mroku nie miała określonej lokalizacji. Ściany ociekały krwią, a jedynym odgłosem na korytarzach były krzyki torturowanych ludzi. Lucjusz był większym tyranem od Voldemorta. Ludzie drżeli na jego widok, a sama myśl o Crucio w jego wykonaniu budziła chęć uciekania w najdalsze zakątki Ziemi.
Draco stał się tylko pionkiem w jego rękach. W sumie miał ciepłą posadkę, ale nie mógł żyć z świadomością, że Malfoy Senior zabił swoją żonę. I to jeszcze w jaki sposób!
Do dziś pamiętał ten dzień..
-Draco! Dzisiaj odbędzie się niezwykłe wydarzenie! Załóż szatę galową i wstaw się na klifie o 16 00.- powiedział dumnie jego ojciec. Młody Malfoy stwierdził, że Lucjusz chce nagrodzić go za ciężką pracę. Zjawił się w wyznaczonym miejscu gdzie spotkał resztę popleczników ojca. Po chwili wprowadzono jego matkę. Narcyza stanęła na brzegu ogromnej skały. Zaraz po niej przyszedł jej mąż.
-Kochana żono! - wyprostował się dumnie.- Nie jesteś mi już potrzebna.- powiedział z wrednym uśmiechem, a wszyscy zebrani zawyli z radości. Ich pan wzbudzał w nich dumę. Lucjusz uniósł różdżkę. Draco chciał coś zrobić, ale okazało się, iż jest unieruchomiony. Ojciec wyszeptał cicho formułkę i Narcyza upadła na ziemię. Po chwili z jej poszczególnych części ciała wytrysnęła krew i zaczęła się zwijać w agonii. Jej ciało unosiło się i upadało silnie ją kalecząc. Po chwili wyleciała w powietrze i upadła na skałe. Nastała cisza. Spojrzała na swego syna i wyszeptała tak, by tylko on to usłyszał:
- Draco... znajdź ją i powiedz jej... Bądź szczęśliwy...Jego ojciec był parszywym śmieciem. Jak mógł mu zrobić coś takiego?
Draco niewiele myśląc skierował się na drzewo rosnące na obrzeżach jego dawnej szkoły.
Długo myślał o słowach matki.... Czy mógł ją odnaleźć? Prawdopodobnie znajdowała się teraz w zamku i oczywiście nic nie pamiętała. Westchnął. Może po wojnie ją spotka? "No jasne, że jej nie spotkasz kretynie! Ona cię nienawidzi! Jesteś Śmierciożercą!" Jego sumienie miało rację. Bał się przejść na stronę Zakonu Feniksa, ale nie chciał też wracać do Fortecy. Już miał się teleportować gdy usłyszał cichy szelest. To, kogo tam zobaczył sprawiło, że miał ochotę jęknąć...
-Hermiono? Musimy porozmawiać.- dziewczyna siedziała w saloniku i czytała Historię Hogwartu, kiedy do jej drzwi zawitał Lupin. Z jego miny nie wróżyła niczego dobrego.
-Ronald... on.... nie żyje- wyszeptał mężczyzna smutnym głosem.
Hermiona jęknęła z rozpaczy. To nie możliwe. Jej Ron... On nie mógł nie żyć! To nie prawda!
Wybiegła z pokoju. Musiała odetchnąć świerzym powietrzem, gdy na kogoś wpadła. Otworzyła szerzej oczy, by móc zobaczyć coś przez łzy. Stał przed nią mężczyzna, którego nienawidziła...
I co?
Pierwszy rozdział!
Domyślacie się kto to?
Komentujcie i czytajcie!
Włączyłam możliwość komentowania bez konta, więc czekam na opinie :)
Ciepło pozdrawiam,
Ignis
Hogwart stał się ich siedzibą i domem. W lochach trzymano złapanych śmierciożerców, lecz teraz były puste. Większość sal zamieniła się w pokoje. Hermiona też taki dostała. Znajdował się blisko Wieży Gryffindoru, gdzie teraz znajdowały się dormitoria generałów i sala obrad. W wielkiej sali urządzono szpital pękający od natłoku rannych. Biblioteka była pełna planów i map. Salon ślizgonów zamienił się w kwatery Snape' a. Pozostali opiekunowie domów także zamieszkali w pokojach wspólnych. tylko Minerwa zajmowała byłe kwatery Dumbledore' a. Skrzydło szpitalne pełniło funkcję składzika na medyczne przyrządy, które zebrał Lupin. Hagrid nadal mieszkał w domku, ale nie mógł sobie pozwalać na zajmowanie się zwierzętami. Codziennie wraz z stadem centaurów patrolował mury szkoły, a w nocy zajmowały się tym akromantule.
Skrzaty zostały wysłane do Rumuni by tam bezpiecznie opiekować się smokami. Sale do obrony przed czarną magią i transmutacji pełniły rolę sal szkoleniowych.
Zakon Feniksa zamienił się w silną jednostkę. Był podzielony na oddziały, które posiadały swoich generałów. Wszyscy nauczycielowie, większość pracowników ministerstwa, ale i zwykli czarodziejowie dołączyli do potocznie zwanej Białej Armii. Niestety Legiony Mroku rosły na sile, przez co każdy zasypiał z obawą czy się obudzi. Niestety wojna zebrała też swoje żniwa.
Teraz Hermiona zajmowała się głównie eliksirami, pod czujnym okiem podwójnego agenta- Severusa. Pełniła także rolę "psychologa". Często musiała rozmawiać z ludźmi widzącymi śmierć przyjaciół lub przeżywający spotkania z dementorami. Do tego nie miała pojęcia co dzieję się z jej rodzicami, nie mówiąc już o poświęceniu Rona. Czasem nawet tydzień go nie widziała, był pochłonięty zadaniami Zakonu.
Gdyby nie obecność Nietoperza-Tłuste-Włosy-Snape'a już dawno by płakała. Zawzięcie mieszała gęstą maź, by po chwili przelać ją do buteleczek i zanieść do Lupina. Jego sypialnia była mała i cała w zdjęciach Tonks i Tedda. Niestety nie mogli razem mieszkać, ponieważ mały potrzebował stałej opieki medycznej. Jako dziecko wilkołaka i metamorfomaga miało słabą odporność. Remus stał przy oknie zawzięcie coś notując.
-Hermiona! - rozpromienił się na widok dziewczyny. Z ulgą wypił eliksir i znów coś pisał. Dziewczyna nie chcąc mu przeszkadzać wycofała się do swoich sypialni. Pierwszy pokój pełnił rolę salonu wyposażonego w kominek, sofę, fotele, biurko pod ścianą i biblioteczkę. Drzwi na lewo prowadziły do sypialni z ogromnym łożem, a dalej do łazienki. Z ulgą upadła na łóżko, gdy ktoś chwycił ją od tyłu i zatkał usta dłonią. Chciała krzyczeć, ale poczuła znajome, mokre pocałunki na szyi.
-Ron! Wróciłeś!- rzuciła się chłopakowi na szyję.
-Tak, ale na chwilę. Zaraz jadę na pokątną.
-Dlaczego ty mi to znów robisz?- Hermiona nic nie mówiąc pobiegła do łazienki. Upadła na posadzkę i znów płakała. Na pokątnej zdażały się największe ataki, a Ron już kilka razy prawie zginął.
W końcu wzięła się w garść. Kochała go. Wytrzyma.
-Zawiodłem się na tobie Draco.- młody Malfoy szedł uliczką Hogsmeade z butelką Ognistej lekko się zataczając i przedrzeźniał swojego ojca.- jestem twoim panem. Jak mogłeś mi się nie pokłonić? Jestem oburzony!- przez chwilę wydawało mu się, że znów stoi przed tym tyranem.- ojjj przystojniaku.. Za dużo wypiłeś- mruknął i usiadł na ławce przed miodowym królestwem. Zaczął rozmyślać o swoim ojcu.
Forteca Mroku nie miała określonej lokalizacji. Ściany ociekały krwią, a jedynym odgłosem na korytarzach były krzyki torturowanych ludzi. Lucjusz był większym tyranem od Voldemorta. Ludzie drżeli na jego widok, a sama myśl o Crucio w jego wykonaniu budziła chęć uciekania w najdalsze zakątki Ziemi.
Draco stał się tylko pionkiem w jego rękach. W sumie miał ciepłą posadkę, ale nie mógł żyć z świadomością, że Malfoy Senior zabił swoją żonę. I to jeszcze w jaki sposób!
Do dziś pamiętał ten dzień..
-Draco! Dzisiaj odbędzie się niezwykłe wydarzenie! Załóż szatę galową i wstaw się na klifie o 16 00.- powiedział dumnie jego ojciec. Młody Malfoy stwierdził, że Lucjusz chce nagrodzić go za ciężką pracę. Zjawił się w wyznaczonym miejscu gdzie spotkał resztę popleczników ojca. Po chwili wprowadzono jego matkę. Narcyza stanęła na brzegu ogromnej skały. Zaraz po niej przyszedł jej mąż.
-Kochana żono! - wyprostował się dumnie.- Nie jesteś mi już potrzebna.- powiedział z wrednym uśmiechem, a wszyscy zebrani zawyli z radości. Ich pan wzbudzał w nich dumę. Lucjusz uniósł różdżkę. Draco chciał coś zrobić, ale okazało się, iż jest unieruchomiony. Ojciec wyszeptał cicho formułkę i Narcyza upadła na ziemię. Po chwili z jej poszczególnych części ciała wytrysnęła krew i zaczęła się zwijać w agonii. Jej ciało unosiło się i upadało silnie ją kalecząc. Po chwili wyleciała w powietrze i upadła na skałe. Nastała cisza. Spojrzała na swego syna i wyszeptała tak, by tylko on to usłyszał:
- Draco... znajdź ją i powiedz jej... Bądź szczęśliwy...Jego ojciec był parszywym śmieciem. Jak mógł mu zrobić coś takiego?
Draco niewiele myśląc skierował się na drzewo rosnące na obrzeżach jego dawnej szkoły.
Długo myślał o słowach matki.... Czy mógł ją odnaleźć? Prawdopodobnie znajdowała się teraz w zamku i oczywiście nic nie pamiętała. Westchnął. Może po wojnie ją spotka? "No jasne, że jej nie spotkasz kretynie! Ona cię nienawidzi! Jesteś Śmierciożercą!" Jego sumienie miało rację. Bał się przejść na stronę Zakonu Feniksa, ale nie chciał też wracać do Fortecy. Już miał się teleportować gdy usłyszał cichy szelest. To, kogo tam zobaczył sprawiło, że miał ochotę jęknąć...
-Hermiono? Musimy porozmawiać.- dziewczyna siedziała w saloniku i czytała Historię Hogwartu, kiedy do jej drzwi zawitał Lupin. Z jego miny nie wróżyła niczego dobrego.
-Ronald... on.... nie żyje- wyszeptał mężczyzna smutnym głosem.
Hermiona jęknęła z rozpaczy. To nie możliwe. Jej Ron... On nie mógł nie żyć! To nie prawda!
Wybiegła z pokoju. Musiała odetchnąć świerzym powietrzem, gdy na kogoś wpadła. Otworzyła szerzej oczy, by móc zobaczyć coś przez łzy. Stał przed nią mężczyzna, którego nienawidziła...
I co?
Pierwszy rozdział!
Domyślacie się kto to?
Komentujcie i czytajcie!
Włączyłam możliwość komentowania bez konta, więc czekam na opinie :)
Ciepło pozdrawiam,
Ignis
piątek, 28 marca 2014
Prolog..
Cisza...
Głęboka cisza...
Blask ostatniego zaklęcia...
Ciężkie oddechy rannych ludzi...
Ryk zwycięstwa. Zwycięstwa dobrych ludzi...
Draco biegł gruzami Hogwartu. Ojciec dał mu znak, że uciekają do Fortecy Ciemności. Większość śmierciożerców już się tam teleportowało, ale on musiał najpierw zobaczyć ją.. Całą i zdrową.
Stała wśród gruzów korytarza prowadzącego do gabinetu dyrektorki. Nie wiedział dlaczego, ale uśmiechnęła się na jego widok. Podbiegł. Po jego czole spływała krew, a ból pulsował niemiłosiernie. Płakała... Otarł jej łzę i pocałował. Głęboko i namiętnie, a ona to odwzajemniła. Prawdopodobnie widział ją ostatni raz w życiu, więc nie przejmował się tym co robił. Spojrzał w jej piękne czarne oczy. Ich widok sprawiał mu radość już od trzeciej klasy... A teraz musiał się nimi nacieszyć do końca życia. To nie był koniec. Lucjusz Malfoy już od dawna planował ten dzień. Czarny Pan nie żyje, a on zajmie jego miejsce. Oczywiście Draco był tylko jego sługą. Tym od czarnej roboty. Dlatego ociągał się z powrotem do zimnych murów zapomnianego zamku. Ostatni raz przytulił Hermionę a do jego oczu napłynęły łzy. Dziewczyna oparła się o ścianę.
-Muszę Cię chronić Hermiono, kocham cię.
-Ja ciebie też Draco- spojrzała nie niego lecz zamiast chłopca który ją przed chwilą przytulał stał chłodny blondwłosy śmierciożerca.
-Obliviate- powiedział.
Nigdy o niej nie zapomni, ale wiedział jedno
To dopiero początek krwawych czasów.
Szelest peleryny. pyknięcie i nie było po nim śladu. Nawet nie wiedział, że jakaś smuga zawsze pozostanie...
Prolog!
Krótki, chaotyczny ale taki miał być!
W sumie jestem z niego zadowolona ;)
Piosenka jaka mi pomagała to:
Florence + the Machine- No light, no light
Dziękuję i mam nadzieję, że pojawi się tutaj jakiś komentarz,
Ignis
Głęboka cisza...
Blask ostatniego zaklęcia...
Ciężkie oddechy rannych ludzi...
Ryk zwycięstwa. Zwycięstwa dobrych ludzi...
Draco biegł gruzami Hogwartu. Ojciec dał mu znak, że uciekają do Fortecy Ciemności. Większość śmierciożerców już się tam teleportowało, ale on musiał najpierw zobaczyć ją.. Całą i zdrową.
Stała wśród gruzów korytarza prowadzącego do gabinetu dyrektorki. Nie wiedział dlaczego, ale uśmiechnęła się na jego widok. Podbiegł. Po jego czole spływała krew, a ból pulsował niemiłosiernie. Płakała... Otarł jej łzę i pocałował. Głęboko i namiętnie, a ona to odwzajemniła. Prawdopodobnie widział ją ostatni raz w życiu, więc nie przejmował się tym co robił. Spojrzał w jej piękne czarne oczy. Ich widok sprawiał mu radość już od trzeciej klasy... A teraz musiał się nimi nacieszyć do końca życia. To nie był koniec. Lucjusz Malfoy już od dawna planował ten dzień. Czarny Pan nie żyje, a on zajmie jego miejsce. Oczywiście Draco był tylko jego sługą. Tym od czarnej roboty. Dlatego ociągał się z powrotem do zimnych murów zapomnianego zamku. Ostatni raz przytulił Hermionę a do jego oczu napłynęły łzy. Dziewczyna oparła się o ścianę.
-Muszę Cię chronić Hermiono, kocham cię.
-Ja ciebie też Draco- spojrzała nie niego lecz zamiast chłopca który ją przed chwilą przytulał stał chłodny blondwłosy śmierciożerca.
-Obliviate- powiedział.
Nigdy o niej nie zapomni, ale wiedział jedno
To dopiero początek krwawych czasów.
Szelest peleryny. pyknięcie i nie było po nim śladu. Nawet nie wiedział, że jakaś smuga zawsze pozostanie...
Prolog!
Krótki, chaotyczny ale taki miał być!
W sumie jestem z niego zadowolona ;)
Piosenka jaka mi pomagała to:
Florence + the Machine- No light, no light
Dziękuję i mam nadzieję, że pojawi się tutaj jakiś komentarz,
Ignis
Ignis wita- czyli co i jak
Mój nowy blog...
O czym?
O dramione, w czasach wojny.
Hermiona nie będzie niewolnicą draco od razu zapowiadam :)
Dlaczego Ignis?
W łacinie znaczy to płomień.
O czym marzę?
O komentarzach :)
Czego potrzebuję?
Komentarzy :)
Czego oczekuję?
Komentowania.
Jakiego?
Krytyki jak i motywacji
Ignis
O czym?
O dramione, w czasach wojny.
Hermiona nie będzie niewolnicą draco od razu zapowiadam :)
Dlaczego Ignis?
W łacinie znaczy to płomień.
O czym marzę?
O komentarzach :)
Czego potrzebuję?
Komentarzy :)
Czego oczekuję?
Komentowania.
Jakiego?
Krytyki jak i motywacji
Ignis
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)